Opublikowane przez woti w Pamiętać Szczecin.

Po przyjeździe zatrzymała się u swoich sióstr i zaczęła szukać pracy. Zatrudniła się w Szczecińskiej Stoczni Remontowej „Gryfia”, na stanowisku wózkarza.
Największym problemem było otrzymanie własnego mieszkania.
Szczecin po babci przyjeździe był w znacznej części odbudowany. Jej udział w odbudowie Szczecina polegał na wpłacaniu składek na odbudowę, głównie szkół.

Wspomnienia spisał: Igor Krupczyński z kl.V Szkoły Podstawowej nr 74 w Szczecinie
Opiekun: Anna Witkowska
Wspominała: Władysława Kowalska

Moja babcia, Władysława z domu Kowalskich, przybyła do Szczecina wiosną 1960 roku. Przyjechała z rejonu kujawskiego, a dokładniej ze wsi Dębołęka (okolice Piotrkowa Kujawskiego).
Po przyjeździe zatrzymała się u swoich sióstr i zaczęła szukać pracy. Zatrudniła się w Szczecińskiej Stoczni Remontowej „Gryfia”, na stanowisku wózkarza.
Największym problemem było otrzymanie własnego mieszkania.
Szczecin po babci przyjeździe był w znacznej części odbudowany. Jej udział w odbudowie Szczecina polegał na wpłacaniu składek na odbudowę, głównie szkół.
W tamtych czasach kupowało się „Kurier Szczeciński”. Od czasu do czasu chodziło się do kina, do przyjaciół, do teatru. Jeden z filmów, który pamięta, nosił tytuł „Lecą żurawie”, produkcji radzieckiej.
W Szczecinie babcia zaaklimatyzowała się szybko i bardzo dobrze się tu czuła. Tu się osiedliła i założyła rodzinę, nie myślała o powrocie w swoje strony.

Władysława Kowalska na wózku w Stoczni Szczecińskiej.

Comments are closed.